wtorek, 2 czerwca 2015

To dopiero poczatek...

To nie w moim stylu jest się poddać. Zawsze dotrwam do końca. Są sytuacje beznadziejne i te mniej, różni je tylko nasze spojrzenie na to. Był to 21 października. Moje osiemnaste urodziny. Podobno zwany tez najwspanialszym dniem w życiu każdego człowieka. No cóż... ten dzień z pewnością nie należał do tych, które można z uśmiechem na twarzy wspominać. Nie tym razem. Dzień jak co dzień. Rano do szkoły, po szkole do domu, spotkanie ze znajomymi. Nic nowego. Nie oczekuję niczego nadzwyczajnego. Po co? W szkole.. jak to w szkole. Same nudy. Nauczyciele nie zwracają na mnie większej uwagi i chwała im za to! Przyjaciele.. też nie robią nic innego. Wszyscy są pogrążeni w półśnie. Nie będę kłamać – ja również. Wysiedziałam ta godzinę. Dam rade, wytrwam do końca tego dnia. Mam jedno pytanie, na które chyba nigdy nie znajdę odpowiedzi: Jak to jest być zakochanym? Po co to komu? Potem morze wylanych łez, bo osoba, którą kochasz już o Tobie zapomniała lub jest to nieodwzajemniona miłość. Po co ja sobie zadaje takie pytania? Chcę cierpieć? Chce płakać non stop po nocach? Chcę się zastanawiać co on robi w każdej minucie swojego życia? Chcę poczuć tę gorycz porażki jak wszystko nieoczekiwanie się skończy? Chcę patrzeć jak całuje inną tylko po to, aby udowodnić mi, że już nie będziemy razem? Po co to wszystko? Powinnam przestać o tym myśleć. Idę – jak każdego dnia – głównym korytarzem. Przy schodach nie zauważyłam go. Potknęłam się o jego stopę! O zgrozo, teraz będzie myślał, że jestem łamagą.. na dodatek moja woda się rozlała na podłogę. Świetnie. Tylko proszę samą siebie, nie odwracaj się w jego stronę.. Nie.. Nie rób tego... odwróciłam się. Ładny ma uśmiech. Chyba nawet nie zauważył jak dziewczyna z blond wlosami potknęła się o jego stopę i wylądowała u szczytu schodów. Ale.. zaraz! - Ej... Ty! Nie wiem jak masz na imię, ale czy móglbyś mi pomóc? - dopiero po wypowiedzeniu tych słów zdalam sobie sprawę z tego jaka jestem denna. - Do mnie mówisz? - zapytał lekko zdziwiony. - A widzisz tu kogoś innego? Mógłbyś? - Oczywiście. Już idę. O zgrozo! Trochę przesadziłam Zrobił zaledwie dwa kroki i znalazł się tuż obok mnie. Pomógł mi wstać oraz pozbierać książki, następnie wziął bez pytania moją torbę. - Gdzie masz teraz lekcje? Może cię odprowadzę? - zapytał po czym uśmiechnął się zadziornie. Wydawało mi się, że takie sceny są tylko w filmach. - Nie, dziękuję. Mam teraz z Augustynowiczem. Mógłbyś dać mi moja torbę? Zaraz dzwonek a nie chce się do niego spóźnić.. Wiesz jaki on jest. - ostatnie zdanie powiedziałam trochę za słodko. Mógł uznać to za flirt. Tego mi jeszcze brakowało. - Wiem, ale jesteś pewna? Z przyjemnością to zrobię. - No okay, bo nie mam ochoty się kłócić. - Jak sobie życzysz Madame. - . Nie dość, że flirciarz, to jeszcze tak słodko mówi.. Och... Moment! Ja nie znam nawet jego imienia! - Tak w ogóle to jak masz na imię? - Tomek, a ty? - Scarlett. Miło mi. - uśmiechnęłam się, chociaz wiem, ze powinnam pozostać obojętna

****
Witam na moim blogu! mam nadzieję, że dodawane tu opowiadania będzie się miło czytało i oczekiwało na więcej.
Powinnam dodać coś więcej od siebie, ale... może poznacie mnie lepiej w następnych częściach?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz